Święta, schody-dystrofia mięśniowa: Moje doświadczenia z (nie)dostępnym jarmarkiem
Tuż po Sylwestrze udało nam się wyrwać na ostatnie dni jarmarku bożonarodzeniowego na warszawskim Starym Mieście. Planowaliśmy to wyjście już jakiś czas, ale wiadomo… Praca, deszczowa pogoda i wizja nie tylko mokrej głowy, ale i wózka nie zachęcały do wyjścia. Bo kto lubi czuć się jak mokra kura na wózkiem nasiąkniętym wodą? No właśnie.
Iluminacje Warszawy – magia świąt w blasku tysiąca świateł
Chcieliśmy zobaczyć słynne warszawskie iluminacje, które ponoć robią wrażenie nawet na największych sceptykach świątecznych światełek. Dużo dobrego słyszeliśmy też o jarmarku bożonarodzeniowym, gdzie można spróbować specjałów dostępnych tylko raz do roku. No to w drogę!
Najpierw klasyka, czyli 17 godzin parkowania. Później już z górki, bo Stare Miasto nie jest duże, więc po kocich łbach kilometr strzelił, jak z bicza. Jak to się mówi? W Nowy Rok na barani skok? Raczej tysiąc małych podskoków, ale czegóż się nie robi, żeby przeżyć fajne chwile.
No i nie myliliśmy się, bo iluminacje wyglądały naprawdę zacnie. Tysiące światełek, rozmaite atrakcje dla dzieci łącznie z mini wesołym miasteczkiem, no po prostu pięknie. Nowy Świat (reprezentacyjna ulica Warszawy) zamieniona w deptak serio robi robotę.
Święta, schody-dystrofia mięśniowa: Moje doświadczenia z (nie)dostępnym jarmarkiem
Jarmark bożonarodzeniowy: zapach gofrów, pierników i... trzy schody
Zachwyceni ruszyliśmy w stronę Międzymurza, gdzie ustawiono stragany jarmarczne. To miało być coś. Po doświadczeniach z Gdańska, gdzie po raz pierwszy uczestniczyliśmy w takiej imprezie, ostrzyliśmy sobie ząbki na bożonarodzeniowe specjały. No i wtedy, gdy nasze serca już biły szybciej na myśl o tych rarytasach, już do nosa dochodził zapach pieczonych gofrów i piernikowej czekolady, ukazały się one. Schody. Trzy schody dokładnie. Żeby to był jeden, dalibyśmy radę. Dwa? No, może jakoś przy odpowiednim podjeździe. Ale trzy? Równie dobrze mogłoby być trzydzieści. Nie mamy szans z taką przeszkodą.
Wiem, co sobie myślicie: „No przecież tam jest podjazd”. I rzeczywiście – jest
Problem w tym, że polskie prawo nie przewiduje takiej procedury, jak przymus sprawdzenia funkcjonalności podjazdów przez ich projektantów.
Pomyślcie, jakie to by było piękne. Na wózek siada pan Janusz* – twórcą (przez duże tfu) podjazdu. Jego pojazd to klasyczny wózek transportowy tzw. “niewywracalny” – znaczy się niewywracalny na płaskim, bo środek ciężkości ma tak rozmieszczony, aby stabilnie się trzymać płaskiego podłoża.
Ale na skośnym? O panie! Na skośnym transportówka porusza się zgodnie z drugą zasadą Newtona – ruchem jednostajnie przyspieszonym z ostrym hamowaniem na końcu. Niestety ciało (ludzkie) umieszczone na tak szybko poruszającym się pojeździe w chwili zatrzymania tegoż pojazdu wciąż pozostaje w ruchu. Jednym słowem: gleba i to prosto nosem w bruk.
Święta, schody-dystrofia mięśniowa: Moje doświadczenia z jarmarkiem
Podjazd czy przeszkoda dla #OzN?
Podjazd, który powinien pomagać wózkowiczom, przypomina wyzwanie dla zawodników z Red Bull Rampage.
Kto to wymyślił?
Serio. Jeżeli ktoś zatwierdza takie projekty, to powinien tam stać przez cały dzień i pomagać każdemu, kto próbuje z tego skorzystać: z wózkiem, na wózku, z dzieckiem, czy chociażby zakupami w torbie na kółkach. Widziałem, jak matki z dziećmi w wózkach dźwigają je przez schody, omijając to coś. Nie dziwię się.
Poręcz też by się przydała, w końcu wszyscy będziemy seniorami
Zresztą nie lepiej wygląda sytuacja dla osób chodzących ale z problemami. Seniorzy, osoby z niepełnosprawnością, czy po prostu kontuzjowani. Im też nie jest łatwo, bo nikt nie wpadł na to, by zainstalować chociażby poręcz.
[kutyna]
No ale wróćmy do jarmarku. Mimo trudności nie traciliśmy entuzjazmu i postanowiliśmy poszukać wejścia z drugiej strony. Skoro Międzymurze to swego rodzaju aleja, może drugi koniec okaże się łaskawszy. I faktycznie. Po dotarciu na miejsce, znaleźliśmy tam tylko dwa schody oraz podjazd.
[Szczęście, z nieba leci konfetti, a orkiestra gra kankana.]
Niestety radość nie trwała długo.
Podjazd co prawda był, ale była też choinka. Na nim. Na prawdę. Ktoś uznał, że to idealne miejsce na dodatkowy element dekoracji.
[kurtyna po raz drugi]
Cóż było robić. Asia z Szymonem ruszyli na jarmarkową przygodę sami, zostawiając mnie pod jednym z zabytkowych pomników.Nie, to nie jest koniec historii. W końcu to jednak Boże Narodzenie, okres dobroci i życzliwości ludzkiej, ale to za chwilę.
Święta, schody-dystrofia mięśniowa: Moje doświadczenia z (nie)dostępnym jarmarkiem
Nie był to pierwszy raz kiedy pozostawałem w takiej sytuacji
więc relaksowałem się kontemplując stare miasto. Musiałem chyba wyglądać na nieszczęśliwego, bo po chwili całkiem niespodziewanie zupełnie obca osoba zaproponowała mi wsparcie w postaci kilku drobniaków.
[What a day!]
Po raz pierwszy w życiu coś takiego mnie spotkało, a przecież często czekam na resztę rodziny, bo gdzieś nie mogę wejść. Uznałbym to za swego rodzaju cud, gdyby nie fakt, że po chwili kolejny człowiek zaczepił mnie i nie, nie chciał drobniaków.
Zapytał, czy nie jestem głodny. W obu przypadkach odpowiedziałem grzecznie, że wszystko jest w porządku, czekam na żonę i syna i że dziękuję za troskę.
Muszę jednak przyznać, że te gesty, choć nieco dla mnie niezręczne, były też zaskakująco ciepłe, trochę jakby ktoś przypomniał, że ludzi dobrej woli jest więcej.
Święta, schody-dystrofia mięśniowa: Moje doświadczenia z jarmarkiem
50 stopni w zimę?
Największym hitem wieczoru okazał się jednak koc grzewczy z powerbankiem, który po raz pierwszy wypróbowywałem w prawdziwych zimowych warunkach.
Mogę z przekonaniem powiedzieć, że to absolutny hit. Temperaturę podkręciłem do 50 stopni Celsjusza [proszę nie oceniać, lubię ciepło :P]
Zero marznięcia podczas prawie trzech godzin na świeżym powietrzu w ujemnej temperaturze. Kiedyś po takim czasie wyglądałbym jak bryła lodu, a tym razem? Ciepło, wygodnie i zero stresu. To było coś.
Podsumowując: spacer z bliskimi w świątecznej atmosferze zawsze jest świetnym doświadczeniem, nawet jeśli na przeszkodzie stoją schody, to mamy nadzieję, że kiedyś się to zmieni.
Dajcie znać, czy chcecie szerszą recenzję ogrzewacza Tuli360!
FAQ. Jarmark bożonarodzeniowy, wózek, schody i dystrofia mięśniowa
Poniżej zebrałem najważniejsze pytania po moim wyjściu na jarmark bożonarodzeniowy na warszawskim Starym Mieście. Były piękne iluminacje, świąteczny klimat, zapach gofrów i piernikowej czekolady. Były też schody, podjazd z fantazją konstruktora toru przeszkód i choinka ustawiona dokładnie tam, gdzie miała być dostępność. Czyli klasyczny polski pakiet świąteczny.
Czy warszawskie Stare Miasto jest dostępne dla osoby na wózku?
Warszawskie Stare Miasto da się odwiedzić na wózku, ale nie jest to miejsce całkowicie wygodne. Są kocie łby, nierówności, schody i fragmenty, które potrafią sprawdzić cierpliwość osoby na wózku oraz kręgosłup osoby towarzyszącej. Iluminacje robią wrażenie, Nowy Świat jako deptak wygląda świetnie, ale trzeba pamiętać, że świąteczny klimat nie usuwa z drogi barier architektonicznych.
Czy jarmark bożonarodzeniowy na Starym Mieście jest dostępny na wózku?
W moim przypadku jarmark okazał się dostępny tylko częściowo. Do samego klimatu, światełek i spaceru dało się dotrzeć, ale wejście w stronę straganów na Międzymurzu zatrzymały schody. Trzy schody brzmią niewinnie tylko dla kogoś, kto może je po prostu przejść. Dla osoby na wózku trzy schody mogą znaczyć dokładnie tyle samo co ściana z napisem: dalej nie jedziesz.
Czy trzy schody naprawdę mogą zablokować osobę na wózku?
Tak. Jeden schodek czasem da się jeszcze jakoś ogarnąć, zwłaszcza z pomocą. Dwa to już zabawa z ryzykiem. Trzy schody potrafią całkowicie zamknąć dostęp. Przy dystrofii mięśniowej i wózku nie chodzi o ambicję, tylko o bezpieczeństwo. To nie jest konkurs pod tytułem: kto efektowniej spadnie na bruk przy zapachu gofrów.
Czy podjazd zawsze rozwiązuje problem dostępności?
Nie. Podjazd sam w sobie nie oznacza jeszcze dostępności. Może być za stromy, źle ustawiony, śliski, niewygodny albo tak zaprojektowany, że bardziej przypomina próbę kwalifikacyjną do sportów ekstremalnych niż pomoc dla osoby na wózku. Dobry podjazd powinien być bezpieczny i użyteczny. Zły podjazd jest tylko schodami z dodatkową porcją ironii.
Dlaczego zły podjazd może być niebezpieczny?
Bo na stromym albo źle zaprojektowanym podjeździe wózek może zachować się jak pojazd, który nagle przypomniał sobie drugą zasadę Newtona. Niby jedzie, ale pytanie brzmi: kto nad nim panuje i jak zakończy się hamowanie. Dla osoby z dystrofią mięśniową, która ma ograniczoną siłę i kontrolę ciała, takie rozwiązanie nie jest pomocą. To jest zaproszenie do gleby.
Czy dekoracje świąteczne mogą blokować dostępność?
Mogą. U mnie najlepszym przykładem była choinka ustawiona na podjeździe. Tak, na podjeździe. Czyli w miejscu, które miało pomagać osobom z wózkiem, wózkiem dziecięcym albo problemami z poruszaniem się. Ktoś uznał, że dostępność to idealna podstawa pod dekorację. Świątecznie? Tak. Sensownie? No nie bardzo.
Dlaczego warto sprawdzać dostępność jarmarku przed wyjazdem?
Bo na miejscu może się okazać, że oficjalnie coś jest dostępne, ale praktycznie już niekoniecznie. Warto sprawdzić trasę, wejścia, schody, podjazdy, toalety, parking i pogodę. Szczególnie zimą. Deszcz, śnieg, mokry wózek i kocie łby to nie jest romantyczna świąteczna komedia. To raczej terenowy test cierpliwości z lampkami w tle.
Czy osoba towarzysząca ma dużo pracy podczas takiego wyjścia?
Tak. Osoba towarzysząca robi znacznie więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Pchanie wózka po nierównościach, szukanie przejazdu, ocenianie schodów, pilnowanie bezpieczeństwa, manewrowanie między ludźmi i jeszcze próba cieszenia się wyjściem. To nie jest tylko spacer. Czasem to logistyczna wyprawa z elementami siłowni, tylko bez karnetu i bez muzyki z głośników.
Co zrobić, gdy rodzina może wejść na jarmark, a osoba na wózku nie?
To trudna sytuacja, bo nikt nie chce być tym, który psuje wszystkim wyjście. U mnie Asia z Szymonem poszli na jarmark, a ja zostałem pod pomnikiem i czekałem. Nie pierwszy raz. Da się to przeżyć, ale nie udawajmy, że to jest normalna dostępność. To raczej kompromis wymuszony przez schody, z którym człowiek radzi sobie, bo nie ma lepszej opcji.
Czy ludzie reagują, kiedy widzą osobę na wózku czekającą samotnie?
Czasem tak, i bywa to zaskakujące. U mnie obce osoby zapytały, czy potrzebuję pomocy, drobnych albo jedzenia. Było to trochę niezręczne, ale też ciepłe. Pokazało, że ludzie dobrej woli naprawdę istnieją. Tylko szkoda, że czasem cała dostępność opiera się bardziej na życzliwości przypadkowych osób niż na dobrze zaprojektowanej przestrzeni.
Czy jarmarki świąteczne powinny być dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Oczywiście. Jarmark świąteczny nie powinien być atrakcją tylko dla ludzi, którzy chodzą bez problemu. Osoby na wózkach, seniorzy, osoby z kontuzjami i rodzice z wózkami dziecięcymi też chcą zobaczyć iluminacje, zjeść coś ciepłego i poczuć klimat świąt. Dostępność nie psuje magii. Dostępność sprawia, że ta magia nie kończy się na trzech schodach.
Czy poręcze są ważne przy takich miejscach?
Tak. Poręcz to nie fanaberia. Dla osób chodzących, ale z problemami, seniorów, osób po kontuzjach albo ludzi z ograniczoną równowagą poręcz może być różnicą między wejściem a rezygnacją. Wszyscy będziemy kiedyś starsi, tylko niektórzy zachowują się tak, jakby zamierzali przejść przez życie w trybie wiecznego dwudziestolatka na nowych kolanach.
Czy koc grzewczy z powerbankiem pomaga zimą osobie na wózku?
W moim przypadku bardzo pomaga. Podczas zimowego wyjścia na świeżym powietrzu koc grzewczy z powerbankiem zrobił robotę. Temperaturę podkręciłem mocno, bo lubię ciepło i nie zamierzam za to przepraszać. Po prawie trzech godzinach w ujemnej temperaturze nie czułem się jak bryła lodu. To był jeden z największych plusów całego wyjścia.
Dlaczego zimowe wyjście na wózku wymaga dodatkowego przygotowania?
Bo kiedy siedzisz na wózku, nie rozgrzewasz się marszem. Zimno szybciej wchodzi w ciało, a mokry wózek, deszcz, wiatr i długi czas bez ruchu potrafią skutecznie zepsuć nawet najładniejsze iluminacje. Dlatego zimą trzeba pomyśleć o ciepłym ubraniu, kocu, powerbanku, rękawiczkach, czasie wyjścia i możliwości szybkiego powrotu do auta albo domu.
Czy warto iść na jarmark mimo barier?
Tak, ale bez złudzeń. Iluminacje, spacer z bliskimi i świąteczny klimat mogą być naprawdę świetnym doświadczeniem. Trzeba tylko wiedzieć, że po drodze mogą pojawić się schody, fatalny podjazd, zastawione przejście albo inne atrakcje z kategorii: ktoś projektował, nikt nie sprawdził. Warto iść, ale warto też mieć plan B.
Jak przygotować osobę na wózku do wyjścia na jarmark bożonarodzeniowy?
Najlepiej wcześniej sprawdzić trasę, parking, dostępne wejścia, pogodę i czas wyjścia. Warto zabrać coś ciepłego, naładowany powerbank, rękawiczki, wodę i mieć świadomość, że tłum może utrudniać manewrowanie wózkiem. Dobrze też ustalić z rodziną, co robicie, jeśli okaże się, że jakaś część jarmarku jest niedostępna. Bo improwizacja jest fajna w jazzie, ale nie zawsze na kocich łbach przy schodach.
Co najbardziej pokazało mi to wyjście na jarmark?
Pokazało mi, że dostępność bardzo często przegrywa z trzema rzeczami: złym projektem, brakiem wyobraźni i przekonaniem, że jak gdzieś stoi podjazd, to temat jest załatwiony. Nie jest. Podjazd musi działać. Wejście musi być przejezdne. Dekoracja nie może blokować trasy. I naprawdę nie trzeba filozofii na 400 stron, żeby to zrozumieć.
Jaki jest najprostszy wniosek z tej historii?
Najprostszy wniosek jest taki: świąteczny klimat jest świetny, ale dostępność nie może być dekoracją. Jeśli jarmark ma być dla wszystkich, to osoba na wózku nie powinna kończyć wieczoru pod pomnikiem, podczas gdy reszta rodziny idzie po gofry i piernikową czekoladę. Trzy schody, zły podjazd i choinka na trasie potrafią skutecznie zgasić więcej niż jedną lampkę.
*Nieprzypadkowy dobór fikcyjnego imienia projektanta. Januszy podjazdów jest w Polsce sporo i wszyscy powinni przymusowo wypróbowywać swoje własne wytwory wyobraźni.
Dołącz do mnie na Instagramie i Facebook
#rekalma #rekalma własna
© 2025 DystroPower Marcin Potyrało