Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest zwiedzać miejsce, które wygląda, jakby piekło postanowiło otworzyć filię na Ziemi?
Dla mnie, nazistowskie obozy zagłady są dokładnie tym, mrocznym przypomnieniem o najgorszych zakamarkach ludzkiej natury.
Jak to możliwe, że jedna grupa ludzi mogła zgotować taki los innym?
Jednak nie zamierzam zanudzać Was wykładami historycznymi, zostawiam to specjalistom.
Pytanie, na które chcę odpowiedzieć, brzmi: czy jako osoba z niepełnosprawnością, która potrzebuje pomocy w poruszaniu się i nie jest w stanie samodzielnie napędzić wózka na dłuższych dystansach, warto w ogóle próbować zwiedzać te miejsca?
Czy w ogóle warto jest się męczyć i osoby towarzyszące (opiekunów, asystentów) ?
Zabierzemy Was w podróż, która rozpoczyna się w Gdańsku, a kończy pod Krakowem. Od najdłużej działającego obozu, jakim był Stutthof, po największy z nich wszystkich – Auschwitz-Birkenau.
Stutthof: historia, którą warto poznać
Gdy byliśmy w Gdańsku, postanowiliśmy odwiedzić obóz koncentracyjny Stutthof, położony niedaleko miasta. To miejsce nie jest zwykłym punktem na mapie turystycznej; to najdłużej działający nazistowski obóz zagłady na terenie Polski. Podjeżdżając, ukazał nam się długi, charakterystyczny płot i brama, która zdawała się krzyczeć:
„Hej, wydarzyło się tutaj ogrom nieszczęścia!”
Z miejscem parkingowym na szczęście nie było problemu. Nawierzchnia składała się z płyt chodnikowych, więc zapowiadało się całkiem znośnie.
Ale wiecie, jak to jest, i tak zaczynają pojawiać się pytania: jak damy sobie radę na terenie obozu? W końcu poruszam się na wózku inwalidzkim, a na długie trasy nie jestem w stanie samodzielnie go napędzać.
Większość pchania spada na Asię, a uwierzcie mi, to nie jest spacerek po parku.
To praca i wysiłek fizyczny, szczególnie kiedy nawierzchnia zaczyna być wyzwaniem.
Jeśli jesteście na wózku, to na pewno zrozumiecie – im więcej bruku, kocich łbów, terenów piaszczystych, trawy, progów, przez które trzeba się przetoczyć (lub raczej przenieść), szutru, a do tego jeszcze wielkie dziury w szutrowej drodze, tym większe to wyzwanie.
Pominięcie tych „atrakcji” bokiem to może być przepis na katastrofę, bo wtedy sytuacja robi się niebezpieczna. Lepiej więc wjechać w dziurę, która przypomina lej po minie, niż ryzykować upadek z wózka.
I teraz wyobraźcie sobie ten wysiłek, nie dla mnie, bo ja siedzę, ale dla Asi, która pcha ten cały zestaw przez te wszystkie przeszkody!
Jednak postanowiliśmy nie skupiać się na problemach. Przyjęliśmy strategię: zobaczymy, ile zobaczymy, i będzie fajnie.
Wjazd do obozu: Zaczynamy od komendantury i "Bramy Śmierci"
Po przekroczeniu bramy Stutthofu, na wprost ukazuje się masywny budynek komendantury, który niegdyś służył jako dom starców ironia losu, biorąc pod uwagę, co miało miejsce później.
To właśnie tutaj warto zacząć zwiedzanie. Budynek jest dostosowany dla osób z niepełnosprawnościami, więc przynajmniej nie muszę martwić się, że kolejny raz nie skorzystam z czegoś, a Asia będzie musiała mnie zostawić i pójść sama.
W środku czeka na nas sala kinowa, w której można obejrzeć film ukazujący, jak wyglądał nazistowski obóz zagłady w jego „pełnej krasie”.
Po obejrzeniu materiału dokumentalnego wychodzimy i kierujemy się dalej. Przechodzimy przez „Bramę Śmierci”, która prowadzi do starej części obozu. Ta brama to coś więcej niż zwykłe przejście – to symboliczny portal, przez który kiedyś przechodziło się w jedną stronę. Nad nią znajduje się pomieszczenie, gdzie strażnik obserwował wszystko z góry, niczym złowrogi anioł stróż. Widok tej bramy i pomieszczenia robi piorunujące wrażenie
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Wózkiem inwalidzkim po śladach koszmaru. Czy da się wjechać do baraków?
Po wejściu zaczynamy poruszać się chodnikiem, który choć nie jest idealnie równy, to zdecydowanie daje radę, teren jest płaski, a co jakiś czas można przysiąść na ławce.
Znaczna część baraków została zniszczona, ale wciąż kilka z nich stoi.
I wiecie co?
Wózkiem da się do nich wjechać, co już na starcie jest miłym zaskoczeniem. Każdy barak to inna, tragiczna historia jego mieszkańców.
A atmosfera miejsca sprawia, że łatwo wpaść w chwilę zadumy i refleksji.
Pierwsze wrażenia: jak wygląda teren obozu?
Gdy wjeżdżamy do wnętrza baraków, widzimy warunki, w jakich przyszło żyć ludziom. Teraz wszystko wygląda dość niewinnie, ale wystarczy chwilę się zastanowić, by poczuć dreszcz na plecach.
Wtedy to była codzienna walka o przetrwanie, spanie po trzech, czterech na jednej pryczy, często na siedząco, bez możliwości żadnego wypoczynku.
Ludzie którzy byli więźniami hitlerowskiego aparatu zbrodni codziennie rano byli zmuszani do katorżniczej pracy, a racje żywnościowe nie miały nawet 1000 kalorii.
Na wystawach pokazane są ubrania, które absolutnie nie chroniły przed chłodem, więc podczas mroźnych apelów niektórzy po prostu nie wytrzymywali z wycieńczenia.
Żeby dostać się do poszczególnych baraków, musieliśmy pokonać nawierzchnię porośniętą trawą, brak ścieżki utrudnia poruszanie się.
Na nasze szczęście było ciepło, a słońce było schowane za chmurami, co znacznie ułatwiło przebywanie na odsłoniętym terenie.
Choć nie do wszystkich baraków udało mi się wjechać, nie każdy jest jeszcze w pełni przystosowany dla osób z niepełnosprawnościami, to muszę przyznać, że i tak jest naprawdę nieźle, choć progi przy barakach bywają wysokie, co warto wziąć pod uwagę podczas zwiedzania. Bo niektóre osoby z niepełnosprawnościami sami ich nie pokonają, więc osoba towarzysząca będzie musiała dźwigać wózek do góry, żeby najechać tylnymi kołami.
Po zwiedzeniu baraków ruszamy dalej, kierując się prosto przez kolejną bramę.
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Na horyzoncie wyłania się budynek krematorium. Zanim tam dotrzemy, przechodzimy przez plac, gdzie kiedyś stały baraki, które teraz już nie istnieją, zostały zniszczone podczas wojny.
Poruszanie się wózkiem wewnątrz krematorium, nie sprawia kłopotów, naszym oczom ukazały się flagi państw, jakby miały dodać nieco koloru do tej szarej smutnej rzeczywistości, na wprost są fotografie przedstawiające stosy ludzkich ciał. Pod nimi, za szklaną gablotą, spoczywa popiół, popiół ludzki pozostałość po tych, którzy tu zginęli.
W innym zakątku tego mrocznego miejsca stoją trzy piece krematoryjne, dwa wielkie, murowane i jeden mniejszy.
Po wyjściu z budynku naszą uwagę przykuł mały, niepozorny budynek. Widzieliśmy go wcześniej, wyglądał jak jakiś schowek, może magazyn.
Okazuje się, że SSmani mieli na to inne pomysły. Ten budynek był komorą gazową.
Tak, dokładnie. Miejsce, gdzie zdezorientowanych ludzi wciągano pod pretekstem kąpieli.
Nie wiedzieli, co ich czeka, dopóki drzwi nie zamykały się za nimi z głuchym trzaskiem, a w powietrzu zamiast pary pojawiał się śmiercionośny gaz.
W oddali widzimy Pomnik Walki i Męczeństwa.
Niestety, pod sam pomnik nie podeszliśmy, bo nie zauważyliśmy żadnych podjazdów, najazdów itp. Po dwóch godzinach zwiedzania byliśmy już zmęczeni, a ja czułem się solidnie wytrzęsiony przez nierówności terenu.
Nasz wyjazd do obozu koncentracyjnego Stutthof, można powiedzieć, że było to przeżycie pełne kontrastów.
Z jednej strony surowa rzeczywistość tego miejsca, z drugiej zaskakująco przystępna infrastruktura, która umożliwiła mi na wózku dotarcie do większości kluczowych punktów.
Wózek wjeżdżał do baraków, przetrwał starcie z trawą i kamienistymi ścieżkami, a ja z bliska zobaczyłem koszmarne warunki, w jakich żyli więźniowie.
To doświadczenie wstrząsa, zmusza do refleksji, a także do docenienia każdej chwili w dzisiejszych czasach.
Oczywiście, nie można pominąć ciężkiej pracy Joanny
Pchając wózek, unosiła go przez wysokie progi i walcząc z rampami, które równie dobrze mogłyby być zbudowane przez kogoś, kto nigdy na oczy nie widział wózka inwalidzkiego, naprawdę zasługuje na medal. Wyobraźcie sobie: rampa podjazdowa, która wygląda bardziej jak zjazd saneczkowy, tak wąska, że balansowanie na niej przypomina przejście po linie nad przepaścią.
Dodajmy do tego wózek, który nie ma najmniejszego zamiaru współpracować.
To nie jest tylko kwestia fizycznej siły, choć tej potrzeba tu na poziomie wioślarzy olimpijskich. Kluczowa jest empatia. Bo kiedy wszyscy są zmęczeni, pot zalewa oczy, a sytuacja jest tak ciężka, że aż śmieszna, łatwo o spięcie.
Trzeba pamiętać, że ta bliska osoba – w moim przypadku Asia – nie jest naszym osobistym tragarzem. Jest partnerem na tej absurdalnie trudnej wyprawie. Więc wliczmy w zwiedzanie dużo odpoczynków, żeby odsapnąć.
W przeciwnym razie tak po prostu ze zmęczenia, wyjazd który ma być fajny, nie będzie fajny. Zamiast dobrych, choć męczących wspomnień, będzie – ja tylko pamiętam pchanie i fizyczny wysiłek, a także brak wsparcia.
Ale to dopiero początek naszej podróży.
Przed nami największy z nazistowskich obozów zagłady Auschwitz-Birkenau.
Miejsce, które stało się synonimem ludzkiego okrucieństwa i bólu.
Czy można w ogóle być gotowym na to, co tam zobaczymy?
Przekonamy się, jak te kolejne kilometry historii przejdą przez nasze koła i wytrzymałość opiekuna, czy te ponure ścieżki będą równie dostępne.
Z Krakowa ruszamy w kierunku miejsca, które na zawsze zmieniło oblicze świata.
Z dystrofią przez druty: Zwiedzanie Auschwitz-Birkenau na wózku
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Oświęcim. Miasto na południu Polski, które na pierwszy rzut oka jest dość zwyczajne. Ma rynek, sklepy, mieszkańców, którzy tworzą lokalną społeczność. Ale to tylko powierzchnia. Bo w cieniu tego normalnego życia kryje się miejsce, które ponad 80 lat temu, stało się synonimem najczarniejszego rozdziału w historii ludzkości Auschwitz-Birkenau. Największy nazistowski obóz zagłady, gdzie zbrodnie były tak niewyobrażalne, że aż trudno pojąć, jak w ogóle mogły się wydarzyć.
Nie będę tu pisał o historii. Na tym się nie znam. Zamiast tego, skupię się na czymś bardziej przyziemnym: czy warto zwiedzić to miejsce, będąc osobą z niepełnosprawnością, która potrzebuje pomocy w poruszaniu się na wózku inwalidzkim?
Jak zaplanować czas zwiedzania, żeby wyciągnąć z tego doświadczenia jak najwięcej, nie zostawiając przy tym zdrowia na brukowanych ścieżkach?
Nasza podróż zaczęła się od zatłoczonego parkingu przy obozie, gdzie znalezienie miejsca dla osób z niepełnosprawnością okazało się misją niemożliwą. Wszystkie miejsca zajęte.
Przed przyjazdem zadzwoniłem, żeby dowiedzieć się, co mogę zobaczyć, na ile teren jest dostępny dla osób na wózku, i jak najlepiej zaplanować zwiedzanie. Kupiłem bilet z przewodnikiem, bo przecież chcieliśmy, jak najwięcej doświadczyć.
Czy była to słuszna decyzja? O tym przekonacie się później.
Wejście i stan alarmowy
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Aby wejść na teren obozu, musieliśmy najpierw udać się do budynku, gdzie przechodzi się przez bramki bezpieczeństwa wszystko po to, by upewnić się, że nikt nie wnosi niczego niebezpiecznego.
No i oczywiście, jak to bywa, moje pojawienie się uruchomiło wszystkie alarmy. Stalowe elementy wózka plus śruby w barku i kolanie:) Nie ma to jak odrobina zamieszania na początek! Zostałem dodatkowo przeskanowany, czy aby na pewno nie przemycam jakiejś zakazanej technologii.
Po przekroczeniu piszczących bramek dostaliśmy nalepki, które informowały, do jakiej grupy należymy. Następnie udaliśmy się do punktu, w którym pobraliśmy zestawy słuchawkowe, dzięki którym mogliśmy na bieżąco śledzić opowieści przewodnika, bez względu na to, jak daleko akurat stał.
Grupa liczyła około 30 osób,
więc to rozwiązanie z mikrofonem i słuchawkami okazało się całkiem sprytne. Jeśli chodzi o udogodnienia, to budynek jest przystosowany do poruszania się na wózku, a także toaleta przystosowana dla osób z niepełnosprawnościami.
W końcu nadszedł moment, kiedy mieliśmy zobaczyć na własne oczy to miejsce, które znamy z lekcji historii, książek, i filmów. A przed nami jeszcze wiele wyzwań, bo teren obozu wcale nie jest tak przyjazny, jakby się mogło wydawać.
Droga do obozu wiodła częściowo przez odrestaurowaną trasę,
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
którą niegdyś pokonywali więźniowie. Już na samym początku zwróciliśmy uwagę na coś, co miało nas irytować przez resztę zwiedzania, przewodnik narzucił bardzo szybkie tempo.
To był bardziej bieg niż spacer, a my, nie ukrywajmy, poczuliśmy się niekomfortowo. Ale to, co naprawdę przelało czarę goryczy, to widok starszych osób, które po prostu nie mogły nadążyć.
W końcu Asia, wkurzona tą sytuacją, poszła do przewodnika i uprzejmie zwróciła uwagę, że może warto by było zwolnić.
Tempo rzeczywiście spadło. Choć nadal mieliśmy wrażenie, że bierzemy udział w wyścigu z czasem.
Po tym swoistym sprincie dotarliśmy do jednej z najbardziej rozpoznawalnych bram w dziejach ludzkości z napisem
„Arbeit Macht Frei”
(Praca czyni wolnym). Widok tej bramy, przez którą przeszło tak wielu ludzi, był mocnym przypomnieniem, gdzie tak naprawdę jesteśmy.
Po przekroczeniu bramy Praca czyni wolnym,
natychmiast widać, co nas czeka: niełatwa droga, którą musimy pokonać. Nawierzchnia jest trudna, szuter, kamienie, dołki, a Asia pchająca wózek ze mną będzie wykonywać wręcz tytaniczną pracę.
Przed nami rozciąga się charakterystyczny widok: szereg bloków po obu stronach, a między nimi kamienna droga z drzewami, które, na szczęście, rzucają cień.
Zwiedzanie rozpoczyna się od opowieści przewodnika na temat tego, co działo się w poszczególnych blokach. Grupa wchodzi do środka, by posłuchać kolejnych historii, a ja nie mogę wejść zostaję na zewnątrz schody bronią dostępu do wnętrza.
Doceniam drzewa, które przynajmniej chronią mnie przed palącym słońcem, gdy czekam, aż wyjdzie Asia, która pomoże mi przemieścić się do następnego bloku. Ten scenariusz, powtarza się przez całe zwiedzanie Auschwitz.
Miałem czas na zadumę i refleksję nad potwornościami tego miejsca,
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
ale mimo wszystko pozostaje niesmak.
Kiedy dzwoniłem wcześniej, by dowiedzieć się o dostępność terenu, nikt nie raczył wspomnieć, że nie wejdę do żadnego budynku i tylko mogę być na placu. Gdybym o tym wiedział, nie kupiłbym biletu z przewodnikiem bo po co?
Kolejna sprawa, czy tak trudno jest zrobić jedną równą ścieżkę dla wózkowiczów i starszych osób, których tu przecież nie brakuje? Podczas oczekiwania jak moja grupa wyjdzie z budynku, widziałem inne grupy, które chodziły.
Wśród tych innych grup były osoby starsze, które rozmawiały jak ciężko jest chodzić po tym terenie.
Do tego stopnia, że nawet niektórzy mówili, jak to dobrze, że nie przyjechała z nami i tutaj padło jakieś imię, bo nie dałaby rady chodzić. Podobnie było z wejściem do budynków, gdzie niektórzy seniorzy i inne osoby mówiły, nie ja już nie wchodzę, nie mam siły.
Zdając sobie sprawę z historycznej wagi Auschwitz,
miejsca, które widziało największe okrucieństwa, jakie człowiek był w stanie zgotować drugiemu człowiekowi trudno nie odczuwać szacunku i powagi. Ale jednocześnie, mamy XXI wiek. Czasy, w których latamy w kosmos, mamy autonomiczne samochody i lodówki, które same zamawiają mleko, gdy się kończy.
A jednak, gdy przychodzi do kwestii dostosowania historycznych miejsc do potrzeb osób starszych czy z niepełnosprawnościami, nagle pojawia się ściana (nie, nie ta płaczu – droga płaczu, a może betonowego oporu?).
Weźmy prosty przykład: miejsca do siedzenia. Czy naprawdę tak wielkim wyzwaniem jest zainstalowanie kilku zacienionych punktów, gdzie można usiąść i odpocząć?
Nasze społeczeństwa bardzo szybko się starzeją, jest coraz więcej osób z niepełnosprawnościami, mniejszymi bądź większymi problemami z poruszaniem się w różnym wieku.
Przecież to nie wymaga technologii NASA ani ekipy Elona Muska z wiertarkami.
To po prostu ławka, najlepiej w cieniu. Albo poręcz przy schodach, które prowadzą do Bloków.
Poręcz! Metalowy pręt, który pomaga się wesprzeć. Takie coś, co w XXI wieku powinno być standardem, a nie luksusem.
A co z równymi ścieżkami? Zamiast tego mamy do czynienia z trasami, które bardziej przypominają tor przeszkód z survivalowego reality show, które swoją drogą wydają się być jakąś formą architektonicznej zemsty i to nie przodków.
I nie, nikt nie mówi, że cały teren ma wyglądać jak centrum handlowe, ale dajcie człowiekowi szansę, żeby się nie potknąć na pierwszym kroku.
Tu nie chodzi o zmienianie historii ani zamazywanie jej śladów.
Chodzi o to, by każdy – niezależnie od tego, czy ma 25 lat i kondycję olimpijczyka, czy 70 lat i dwa endoprotezy – mógł dotrzeć do tych miejsc.
Czy naprawdę to aż takie trudne? Jeśli potrafimy zaprojektować pojazd, który sam parkuje w ciasnym miejscu, to chyba można wymyślić sposób, żeby historyczne miejsca były dostępne dla wszystkich, prawda?
Może zamiast wynajmować 30 ochroniarzy, 15 szefów ochrony i 7 zastępców, 20 uśmiechniętych hostess, to może przekierować część środków na te cele? Są też dofinansowania….
Po mojej refleksji wróćmy do zwiedzania
Tempo zwiedzania było szybkie, za szybkie, a same informacje to powtarzanie jak mantry: nazistowski obóz śmierci, nazistowski obóz zagłady.
A większość tego można przeczytać po wejściu do każdego bloku, nie potrzeba do tego przewodnika.
Jeśli zdecydujecie się na samodzielne zwiedzanie, pamiętajcie wstęp jest bezpłatny.
Będąc na placu, miałem okazję zobaczyć ogrom tego miejsca. Dziś wygląda niewinnie. Dowiedzieliśmy się , że trwają prace nad udostępnieniem jednego z bloków dla osób z niepełnosprawnościami, to cieszy.
W słuchawkach, które czasem działały, a czasem nie, słyszałem opowieści o stosach okularów, butów, walizek, grzebieni, szczotek i wszystkiego, co świadczy o ogromie tej zbrodni.
Widziałem na zdjęciach zrobionych przez Joannę pomieszczenia, w których spali więźniowie, łazienki, toalety, a także izby mieszkalne blokowych sadystów, którzy mieli o niebo lepsze warunki i wyżywienie.
W blokach były też esesmańskie biura, gdzie zwyrodnialcy decydowali, kto żyje, a kto umiera. W niektórych miejscach zakazano robienia zdjęć, to Asia powiedziała mi o pomieszczenie pełnych ludzkich włosów o wadze 2 ton.
Widok który ponad 80 lat temu przerażał, charakterystyczny komin
Po zakończeniu zwiedzania bloków dotarliśmy do dużego pomieszczenia z charakterystycznym kominem, krematorium. Droga do niego była wyjątkowo trudna i nierówna.
Asia podzieliła się ze mną swoim przemyśleniem: po całym zwiedzaniu nie miała ani chwili na refleksję czy spokojne obejrzenie miejsca, bo cała jej uwaga była skupiona na pchaniu wózka. Musiała patrzeć na drogę, wybierać bezpieczne trasy i starać się nadążyć za grupą. Widziała bloki i trudną drogę, nic więcej.
Grupa czekała, a Asia zmagała się z kolejnym odcinkiem. Tymczasem ja mogłem jedynie potwierdzić, że mam porządnie zrobione plomby, bo mimo wybojów, żadnej nie zgubiłem.
Do wnętrza krematorium nie wszedłem, budynek nie jest przystosowany, zostałem na zewnątrz, w jedynym miejscu, które oferowało odrobinę cienia.
Asia zrobiła zdjęcia, sami widzicie, tutaj nie potrzeba żadnych komentarzy.
Po skończonym zwiedzaniu Auschwitz
nadszedł czas na przetransportowanie się do Birkenau. Przed nami było około 15 minut na skorzystanie z WC i chwilę odpoczynku.
Rozmawialiśmy z przewodnikiem, by upewnić się, że na pewno na nas poczekają i bez nas nie odjadą do drugiego obozu autobusem. Ostatni raz jechałem tym środkiem lokomocji 24 lata temu.
Ale zanim do tego doszło, jak zwykle mieliśmy mały epizod związany z toaletą dla osób z niepełnosprawnościami.
WC niczym zaginona Arka
Pamiętacie, jak pisałem, że czasem korzystanie z toalety to publiczne wydarzenie? Tak było i tym razem. Wiedziałem, że jest jedna jest w budynku i jedna na zewnątrz, więc zaczęliśmy poszukiwania.
Chodziliśmy w tę i z powrotem, ale nigdzie nie było widać wejścia. Chcieliśmy skorzystać z toalety w budynku głównym. Wiecie co? Okazało się, że nie możemy tam wejść, bo potrzebna była nowa wejściówka. Stara już nie obowiązywała.
A pani, która nam „pomagała,” wyglądała, jakby była tam z przymusu idiotycznie bezradna, trzymająca się sztywnych zasad jak cyborg, który dostał wytyczne i za nic w świecie nie chce od nich odstąpić.
Na szczęście z pomocą przyszedł nasz przewodnik.
Porozmawiał z jednym z szefów ochrony, który bez problemu nas wpuścił.
Toaleta na zewnątrz dla osób z niepełnosprawnościami znajduje się między męską a damską. Problem polegał na tym, że drzwi do obu tych toalet były szeroko otwarte z powodu upału, co kompletnie zasłoniło informację, gdzie jest wejście do toalety, która jest dostosowana.
Ciekawe czy takie sytuacje zdarzają się tylko nam?
Powrót do przeszłości - ostatni raz jechałem autobusem 23 lata temu
Wejście do autobusu i podróż do Birkenau przebiegły bez zastrzeżeń. Pan kierowca wyszedł i wysunął rampę, które ułatwiła wjazd, sama podróż trwała około 15 minut.
Przez te wszystkie lata kompletnie odzwyczaiłem się jazdy autobusem, a był to mój pierwszy raz, kiedy byłem pasażerem na wózku. Miałem pomoc Asi i Szymona, którzy stanęli obok mnie, dając mi poczucie bezpieczeństwa, że podczas hamowania przytrzymają mnie, żebym nie wypadł do boku,bądź nie “poleciał w przód”.
Na miejscu powitała nas kolejna charakterystyczna brama, ale niestety, zdjęć nie mamy, byliśmy już zmęczeni.
Nawierzchnia w Birkenau okazała się równie wymagająca,
co w Auschwitz, i bardzo męcząca dla Asi.
Duże kałuże po wcześniejszych deszczach oraz nierówności terenu sprawiały, że pchanie wózka było wyzwaniem.
Większość baraków w Birkenau jest zniszczona, jednak te, które przetrwały, są otwarte dla zwiedzających. Nawet udało mi się wjechać do jednego z nich.
Wewnątrz, warunki, w jakich spali więźniowie: po kilku na jedno łóżko, a jeśli ktoś zszedł, to nie miał już możliwości powrotu, bo miejsce od razu zajmował ktoś inny.
To, co od razu rzuca się w oczy, to otwarta przestrzeń, na której brak jakichkolwiek drzew czy cienia. W upalny, letni dzień to istny piekarnik. Dodatkowo brak ławek, gdzie strudzeni zwiedzający mogliby odpocząć, jest poważnym mankamentem, nie każdy może sobie pozwolić na odpoczynek na trawie.
Po około godzinie zwiedzania nadszedł czas na powrót autobusem na parking.
Auschwitz i Birkenau to miejsca pełne kontrastów
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Z jednej strony, możesz tam pojechać i zwiedzić je osobiście, co dla wielu jest niezapomnianym, choć trudnym doświadczeniem.
Ale jeśli poruszasz się na wózku, może to być prawdziwe wyzwanie, a nawet bariera nie do pokonania.
Nawierzchnie, schody, brak dostępu do wszystkich budynków to sprawia, że fizyczne zwiedzanie staje się niemal niemożliwe.
Z drugiej strony, istnieje możliwość zwiedzenia tych miejsc online. Można to zrobić na oficjalnej stronie muzeum, co daje szansę na poznanie historii nawet wtedy, gdy fizyczne bariery wydają się nie do pokonania.
Kończąc tę podróż po mrocznych zakątkach historii,
muszę powiedzieć jedno, jeśli poruszasz się na wózku i planujesz zwiedzić miejsca takie jak Auschwitz-Birkenau czy Stutthof, bądź gotowy na wyzwania.
To nie jest spacer po parku, a raczej próba sił fizycznych.
Piszę to ze swojego punktu widzenia, jako osoba “obdarzona” dystrofią mięśniową.
Te osoby, które pomimo poruszania się na wózku, mają zdrowy – silny tułów, ręce, jest im trochę lżej, bo więcej zrobią sami.
Tak samo jak osoby, które poruszają się na wózku elektrycznym, nie będą potrzebować takiej pomocy jak ja, trasę przejadą sami.
Choć oczywiście do budynków blokowych się nie dostaną.
Co nie zmienia faktu, że drogi są nierówne, przewodnicy często pędzą, a dostępność pozostawia wiele do życzenia.
Większość miejsc wciąż nie jest przystosowana do osób z niepełnosprawnościami, co oznacza, że często będziesz zmuszony czekać na zewnątrz, gdy inni będą zwiedzać wnętrza budynków.
Jednak mimo tych trudności, nie można odmówić wartości płynącej z takiej wizyty. To doświadczenie, które porusza, daje do myślenia i pokazuje, jak ważna jest pamięć o tym, co się wydarzyło.
Więc czy warto? Oczywiście, jeżeli będzie chodzić własnym tempem, bez pośpiechu. Należy pamiętać też o założeniu wygodnych butów, zabraniu dużej ilości wody, szczególnie jak jest gorący dzień, pamiętajmy o nawadnianiu siebie, czapce z daszkiem lub kapeluszu i kremie z filtrem.
FAQ. Obozy zagłady, wózek inwalidzki i dostępność dla osób z niepełnosprawnościami
Poniżej zebrałem najważniejsze pytania po mojej wizycie w Stutthofie i Auschwitz-Birkenau. To nie jest lista atrakcji do odhaczenia jak magnesy na lodówkę. To są miejsca ciężkie, wymagające fizycznie i psychicznie. Jeśli poruszasz się na wózku albo jedziesz z osobą, która potrzebuje pomocy, warto wiedzieć wcześniej, gdzie zaczyna się historia, a gdzie zaczyna się walka z nawierzchnią, schodami i tempem zwiedzania.
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?
Częściowo tak, ale słowo „dostępne” trzeba tu traktować bardzo ostrożnie. W Stutthofie udało mi się zobaczyć naprawdę dużo: komendanturę, część baraków, teren obozu i krematorium. W Auschwitz-Birkenau było znacznie trudniej. Da się wejść na teren, da się poruszać po części tras, ale schody, nierówne drogi, brak dostępu do wielu budynków i szybkie tempo zwiedzania potrafią bardzo mocno ograniczyć wizytę osoby na wózku.
Czy warto zwiedzać takie miejsca, jeśli poruszasz się na wózku?
Moim zdaniem warto, ale tylko z dobrym przygotowaniem i bez udawania, że będzie lekko. To nie jest spacer po parku. To jest mocne doświadczenie, które może dać dużo do myślenia, ale jednocześnie potrafi solidnie zmęczyć osobę na wózku i osobę towarzyszącą. Jeśli jedziesz, zaplanuj wodę, odpoczynek, tempo, pogodę i to, że nie wszędzie wjedziesz.
Czy Stutthof jest dostępny dla osoby na wózku?
Stutthof okazał się dla mnie bardziej dostępny, niż się spodziewałem. Było miejsce parkingowe, na początku nawierzchnia z płyt chodnikowych, dostępny budynek komendantury, sala kinowa i możliwość wjazdu do części baraków. Nie wszystko było idealne, bo pojawiały się trawa, progi, nierówności i miejsca bez wygodnej ścieżki. Ale ogólnie Stutthof dał mi poczucie, że mimo trudności da się zobaczyć większość kluczowych punktów.
Czy w Stutthofie można wjechać wózkiem do baraków?
Do części baraków da się wjechać wózkiem, co było dla mnie miłym zaskoczeniem. Trzeba jednak pamiętać, że nie każdy barak jest w pełni przystosowany. Po drodze mogą być progi, trawa i nierówna nawierzchnia. Dla osoby, która sama nie napędza wózka na dłuższych dystansach, oznacza to dodatkową pracę dla osoby towarzyszącej. A czasem ta praca wygląda bardziej jak trening funkcjonalny niż spokojne zwiedzanie.
Czy krematorium w Stutthofie jest dostępne dla osoby na wózku?
W moim przypadku poruszanie się wózkiem wewnątrz krematorium w Stutthofie nie sprawiało większych problemów. To jedno z tych miejsc, gdzie dostępność techniczna miesza się z ciężarem tego, co się ogląda. Wjechać można. Przejść obok tego obojętnie już nie bardzo.
Na co trzeba uważać w Stutthofie, jeśli jedziesz z osobą na wózku?
Największe wyzwania to trawa, kamieniste lub nierówne ścieżki, wysokie progi przy barakach i zmęczenie po dłuższym czasie. Warto od razu założyć, że osoba towarzysząca będzie miała sporo fizycznej pracy. Nie chodzi tylko o pchanie wózka. Czasem trzeba podnieść przednie koła, pokonać próg, wybrać bezpieczniejszą drogę i jeszcze zachować cierpliwość, kiedy teren udaje, że projektował go ktoś, kto nigdy nie widział wózka.
Czy Auschwitz-Birkenau jest dostępne dla osób na wózku?
Auschwitz-Birkenau jest dostępne tylko częściowo. Można wejść na teren muzeum, przejść przez kontrolę bezpieczeństwa, skorzystać z budynku wejściowego i toalety dla osób z niepełnosprawnościami. Problem zaczyna się dalej: nierówne drogi, szuter, kamienie, dołki, szybkie tempo grupy i schody do wielu bloków. W moim przypadku oznaczało to, że często zostawałem na zewnątrz, kiedy reszta grupy wchodziła do środka.
Czy osoba na wózku może wejść do bloków w Auschwitz?
W moim przypadku nie. Schody skutecznie broniły dostępu do wnętrza bloków. Grupa wchodziła do środka, słuchała przewodnika, a ja zostawałem na zewnątrz i czekałem. To nie jest drobiazg. Jeśli ktoś kupuje bilet z przewodnikiem i potem nie może wejść do większości miejsc, to trudno nie czuć rozczarowania. Szczególnie jeśli wcześniej pytał o dostępność i nie dostał jasnej informacji.
Czy warto brać przewodnika w Auschwitz, jeśli poruszasz się na wózku?
To zależy. W moim przypadku mam mieszane odczucia. Słuchawki i mikrofon były przydatne, bo grupa była duża. Ale szybkie tempo, brak wejścia do bloków i ciągłe czekanie na zewnątrz sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy bilet z przewodnikiem miał sens. Jeśli poruszasz się na wózku, przed zakupem biletu zapytaj bardzo konkretnie: do których budynków faktycznie wjadę, ile będę czekać na zewnątrz i czy tempo zwiedzania można dostosować.
Czy w Auschwitz tempo zwiedzania może być problemem?
Tak. U nas tempo było za szybkie. To był bardziej bieg niż spokojne przejście przez miejsce, które wymaga zatrzymania i ciszy. Problem dotyczył nie tylko mnie na wózku, ale też starszych osób, które zwyczajnie nie nadążały. Dopiero po zwróceniu uwagi przewodnik trochę zwolnił. Trochę, bo nadal miałem wrażenie, że bierzemy udział w wyścigu z czasem, a nie w zwiedzaniu miejsca pamięci.
Czy nawierzchnia w Auschwitz jest trudna dla wózka?
Tak. Po przekroczeniu bramy bardzo szybko widać, że nawierzchnia będzie wyzwaniem. Szuter, kamienie, dołki i nierówne drogi potrafią dać w kość osobie na wózku i osobie pchającej. Jeśli ktoś myśli, że to będzie równa alejka jak w nowym parku, to może się mocno zdziwić. To teren, na którym wózek szybko przypomina, że ma koła, ale nie jest czołgiem.
Czy w Auschwitz są toalety dla osób z niepełnosprawnościami?
Tak, toalety dla osób z niepełnosprawnościami są, ale w moim przypadku samo znalezienie i skorzystanie z nich było niepotrzebnie skomplikowane. Wiedzieliśmy, że jedna toaleta jest w budynku, a druga na zewnątrz. Problem polegał na oznaczeniach, wejściówkach i sztywnym podejściu obsługi. Ostatecznie pomógł przewodnik i szef ochrony, ale naprawdę, toaleta nie powinna być zagadką logiczną z poziomu finałowego.
Czy autobus między Auschwitz a Birkenau jest dostępny dla osoby na wózku?
W naszym przypadku przejazd autobusem do Birkenau przebiegł dobrze. Kierowca wyszedł i wysunął rampę, dzięki której mogłem wjechać do środka na wózku. Sama podróż trwała około 15 minut. Dla mnie był to szczególny moment, bo od wielu lat nie jechałem autobusem, a jako pasażer na wózku pierwszy raz. Pomoc Asi i Szymona dawała mi poczucie bezpieczeństwa przy hamowaniu i skrętach.
Czy Birkenau jest trudne dla osób poruszających się na wózku?
Tak. Birkenau jest bardzo wymagające. Nawierzchnia była nierówna, miejscami po deszczu stały duże kałuże, a otwarta przestrzeń bez drzew i cienia w upalny dzień działa jak piekarnik. Do jednego baraku udało mi się wjechać, ale po całym dniu zmęczenie było już ogromne. To miejsce ma swoją skalę i ciężar. I fizycznie też potrafi człowieka docisnąć do ziemi.
Czy w Birkenau brakuje miejsc do odpoczynku?
Tak, brak ławek i zacienionych miejsc do odpoczynku jest dużym problemem. Nie każdy może po prostu usiąść na trawie i odpocząć. Dla osoby starszej, osoby z niepełnosprawnością albo osoby pchającej wózek to nie jest detal. Ławka w cieniu to nie luksus. To czasem różnica między „damy radę zwiedzać dalej” a „kończymy, bo organizm mówi dość”.
Co jest największym problemem przy zwiedzaniu takich miejsc na wózku?
Największym problemem jest suma drobiazgów, które osobno wyglądają niewinnie. Trochę szutru, trochę schodów, trochę progów, trochę braku cienia, trochę za szybkie tempo, trochę słabe oznaczenia toalety. A potem nagle z tych drobiazgów robi się ściana. I nie taka symboliczna. Taka bardzo praktyczna, która mówi: tutaj możesz poczekać, reszta pójdzie dalej.
Jak przygotować się do zwiedzania obozu zagłady na wózku?
Przed wyjazdem warto zadzwonić i zapytać bardzo konkretnie o dostępność: parking, toalety, wejścia do budynków, nawierzchnię, możliwość odpoczynku, tempo grupy i dostępne trasy. Warto zabrać wodę, czapkę, krem z filtrem, wygodne ubranie i zaplanować przerwy. Jeśli jedziesz z osobą towarzyszącą, pamiętaj, że ona też będzie pracować fizycznie. I to czasem ciężej, niż wygląda z boku.
Czy osoba towarzysząca powinna przygotować się fizycznie na taki wyjazd?
Tak. Osoba towarzysząca nie jest dodatkiem do wózka ani prywatnym tragarzem. To partner tej trudnej wyprawy. Przy nierównościach, progach, trawie, kamieniach i szybkim tempie grupa może iść dalej, a osoba pchająca wózek musi jednocześnie patrzeć na drogę, bezpieczeństwo, zmęczenie i jeszcze próbować cokolwiek zobaczyć. Bez przerw i rozmowy łatwo zamienić ważny wyjazd w festiwal frustracji.
Czy samodzielne zwiedzanie może być lepsze niż zwiedzanie z grupą?
Dla osoby na wózku często może być lepsze, bo pozwala iść własnym tempem. W grupie przewodnik ma plan, czas i kilkadziesiąt osób do ogarnięcia. A wózek, nierówna droga i zmęczona osoba towarzysząca nie zawsze mieszczą się w tym rytmie. Samodzielne zwiedzanie daje więcej kontroli nad przerwami, trasą i tym, ile naprawdę jesteś w stanie zobaczyć bez zostawiania zdrowia na kamieniach.
Czy można zwiedzić Auschwitz-Birkenau online?
Tak, istnieje możliwość poznania tych miejsc online przez oficjalne materiały muzeum. To ważna opcja dla osób, dla których fizyczne bariery są zbyt duże. Oczywiście to nie zastąpi bycia tam na miejscu, ale czasem jest uczciwsze niż udawanie, że każdy da radę przejechać po trudnym terenie, czekać pod budynkami i jeszcze wynieść z tego spokojne doświadczenie.
Czy obozy zagłady powinny być bardziej dostępne?
Moim zdaniem tak. I nie chodzi o zamienianie miejsc pamięci w centrum handlowe. Chodzi o równe ścieżki tam, gdzie to możliwe, poręcze, ławki w cieniu, lepsze oznaczenia toalet, jasną informację przed zakupem biletu i sensowne rozwiązania dla osób starszych oraz osób z niepełnosprawnościami. Historia nie staje się mniej prawdziwa od tego, że człowiek na wózku może do niej podjechać bez walki o każdy metr.
Dla kogo taka wizyta może być szczególnie trudna?
Szczególnie trudna może być dla osób, które poruszają się na wózku manualnym i nie są w stanie samodzielnie napędzać go na długich dystansach, dla osób z małą siłą tułowia i rąk, dla seniorów, dla osób po operacjach oraz dla wszystkich, którzy szybko się męczą. Osoba na wózku elektrycznym może mieć łatwiej na trasie, ale nadal może nie dostać się do części budynków. Czyli wózek pomaga jechać, ale nie usuwa schodów z rzeczywistości.
Czy mimo barier warto odwiedzić Stutthof albo Auschwitz-Birkenau?
Tak, ale warto jechać bez złudzeń. To doświadczenie porusza i zostaje w głowie, ale dla osoby z niepełnosprawnością może być też bardzo męczące. Najlepiej iść własnym tempem, mieć wodę, ochronę przed słońcem, plan odpoczynków i świadomość, że nie wszystko będzie dostępne. Nie każda ważna wyprawa jest wygodna. Ale dobrze, żeby była przynajmniej uczciwie zaplanowana.
Dołącz do mnie na Instagramie i Facebook
Jak już przeczytasz, to zapraszam Ciebie do innych moich opracowań :
Nigdy nie planowałem pisania swoich doświadczeń z podróży, wraz z rodziną. Przez co nie robiliśmy zdjęć, które znacząco utrudniają poruszanie się, teraz już będziemy robić dokładniejszą fotorelacje.
#rekalma #rekalma własna
© 2025 DystroPower Marcin Potyrało
Czy obozy zagłady są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami?