Jak zostać gangsterem…. własnego losu

Jak zostać gangsterem…. własnego losu.

Jak zostać gangsterem…. własnego losu A więc jak brać odpowiedzialność za to co robisz, mówisz? Jak działać po mimo? Jak nie odpuszczać? Marcin Potyrało marcinpotyralo.pl DystroPower
Jak zostać gangsterem…. własnego losu

Od jakiegoś czasu myślę sobie, że będę miksował wpisy. Jedne będą poświęcone ćwiczeniom, a inne wzmacnianiu siebie w dążeniu do… tego czego chcemy.

Skojarzenia to jest dość indywidualna rzecz, więc słysząc słowo gangster może kojarzyć się z mafią pokroju Ojca Chrzestnego, duży obszerny gabinet, załatwianie spraw w cztery oczy, (lub w sześć jak w przypadku samego Don Vitto, osoba prosząca i consilieri), lub biegające karki z bejsbolami, które również chcą czknąć kawałek tortu podejmowanymi działaniami.

A więc jak zostać to pytanie towarzyszy mi od wielu lat, i o ile nie chodzi o to żeby robić komuś krzywdę w myśl zajęcia jakim zajmują się tacy ludzie, o tyle dążenia do celu, nastawienie, decyzja, konsekwencja, urok gry, to są najważniejsze elementy jakimi trzeba się zająć, żeby być twardzielem takim jakim/jaką zamierzam być.

Decyzja i konsekwencje.

W filmach o mafii jak słyszymy, że dana osoba podjęła decyzję, że chce być gangsterem (my podstawmy sobie nasz zawód / cel), to właśnie związała swój los na dobre i złe z wykonywaniem rzeczy, które nie są przyjemne, ale nagrody są tak duże. Jak mówi, że jak nie zrobisz tego co masz do zrobienia to konsekwencje będą bolesne, nie ma odpuszczania. Albo robisz, albo nie, próbowania nie ma. Dlatego ludzie się ich boją, bo jak mówią, że zrobią co mają zrobić to to po prostu robią, dla postrachu, dyscypliny, nauczki, że nie ma żartu. 

Na netfilxie jest dobry serial Narcos opowiadający historię Pablo Escobara, barona, który stworzył ogromną sieć dystrybucji narkotyków, był obrzydliwie bogaty i obrzydliwe poszukiwany.

Taki urok postępowania

Był świadomy tego jaką podjął decyzję, był świadomy że będą na niego polować inne grupy przestępcze, a także obcy wydział sprawiedliwości, jakżeby inaczej amerykańskie DEA, bo kolumbijska policja miała to wszystko gdzieś, każdy dostawał swoją „działkę” i nosa nie wtykał.

Zdawał sobie sprawę, że takie życie króla nie potrwa długo. Zdeterminowany był od małego chłopaka jak sam powiedział

„Aby zapobiec ubóstwu, zabiłby się, jakby w wieku 30 lat nie zarobił miliona pesos” zarobił znacznie więcej.

Jak wyrzucili go ze szkoły to matka go skarciła więc złożył jej obietnicę „Mamo powtarzam Ci chcę być duży i będę. Teraz jestem biedny, ale nigdy nie umrę biedny.

Pablo miał też jedną bardzo przydatną cechę, że ciężko było wyprowadzić go z równowagi, był niczym sfinks. Nie był nadgorliwy, a nawet się jej wystrzegał, kiedy zadano pytanie długo milczał przed odpowiedzią… Jednym słowem doskonale budował napięcie u osoby z którą rozmawiał. Większość szuka inspiracji u słynnych osób, tutaj Pablo nie pozostał w tyle inspirował się takimi postaciami jak Al Capone czy Marlonem Brando grającego główną rolę w filmie Ojciec Chrzestny. 

Także stworzył wersję siebie taką jaką chciał, a nawet przekonywał sam siebie, że to co robi jest dobre

„Racjonalizując swój bandytyzm jako formę oporu wobec opresyjnego społeczeństwa, skierował swoją energię na działalność przestępstwa, od sprzedaży fałszywych losów loterii po atakowanie ludzi.Z karabinem wchodził do banków i ze spokojem kazał opróżnić sejfy. Z uśmiechem rozmawiał z kasjerami, czekając na gotówkę. Nie mogąc zrozumieć, że Pablo stracił poczucie strachu niektórzy błędnie przypisywali jego brawurę zażywaniu narkotyków. Wyniki, które osiągnął dzięki swojemu sprytowi i dalekowzroczności, w tym wymykając się policji, wzmocniły jego wiarę w siebie” 

Cytaty pochodzą z wyżej wymienionej książki Pablo Escobar Beyond Narcos Shauna Attwooda i są mojego tłumaczenia.

And now… decision

Według słownika „PWN decyzja – postanowienie będące wynikiem dokonania wyboru.”

Jak zamierzasz coś wykonywać (zrobić) to po prostu to wykonuj, bez względu na okoliczności, na to co ludzi powiedzą, czy mnie boli głowa czy inna połowa.. Będzie ciężko, będzie długo, 999 razy się nie uda, będzie krytyka, zazdrość itp,  ale cała zabawa polega na tym, że właśnie robimy to dla tego jednego procenta. Lub przynajmniej te osoby, które są najbardziej zdeterminowane.

Już na samym początku dochodzimy do tego, że większość podejmowanych dumnie nazywanych decyzji, nie doprowadzamy do końca, bo po drodze coś się wydarzy co nas rozproszy i klops nici z postanowienia. Dlaczego tak się może dziać? Jedną z wielu odpowiedzi jest fakt, że jako społeczeństwo jesteśmy nastawieni na natychmiastową nagrodę czyli gratyfikację.

Przeceniamy się w skali jednego roku, ale nie doceniamy się w skali 10 lat. 

Zróbmy sobie założenie, chcę prowadzić swoją stronę internetowa i bloga. Wszystko musi być pięknie dopięte na ostatni guzik, prawie że perfekcyjnie, więc, albo schodzi się z działaniami, albo jest to kosztowne bo komuś zlecasz żeby wszystko ogarnął, a ja będę skupiony na swojej twórczej mocy.

Napisałeś sobie pierwsze wpisy, które cieszą się zainteresowaniem (choć na początku jest marnie), wykorzystałeś do tego media społęcznościowe itp, aż tu nagle pojawiają się krytyczne komentarze, entuzjazm dopala się jak gasnąca świeca. Wpisy pojawiają się co raz rzadziej i rzadziej i przestajesz pisać.

Lub podczas swojej twórczości nie odnosisz takiego sukcesu jaki zamierzam, ludzie nie biją się, żebyś wystąpił na konferencji, brak prywatnych odrzutowców i super auta w garażu którym można pochwalić się na tiktoku.  

To samo z dietą, ćwiczeniami itp , rozpoczynasz, ale w skutek nieoczekiwanych okoliczności rezygnujesz i wracasz do punktu wyjścia. Sam byłem bardzo długo właśnie w takiej sytuacji, nie chciało mi się ćwiczyć. Oszukiwałem samego siebie. Jakby nie patrzeć największym wrogiem dla samego siebie byłem ja sam! Wiele lat temu podjąłem decyzję, że koniec z taką postawą i od 18 lat cisnę tyle ile mogę, z zachowaniem swoich zasad.

 Decyzja jest jak mięsień możesz go trenować lub nie.

Jak trenujesz to następuje zmiana, a jak nie to wracasz do punktu wyjścia. Niektórzy z nas mają problemy by podjąć decyzję co chcą zjeść na posiłek i oddają swoją decyzyjność na barki naszej drugiej połówki, a jak nam się nie spodoba jaką on lub ona podjęła decyzję odnośnie posiłku zaczyna się dogryzanie co prowadzi do kłótni. 

A więc czy da się owy mięsień decyzyjności jakoś wyrobić? Tak da się, nie będzie to odpowiedź marketera to zależy… Jak? Również w dość prosty sposób, PODEJMUJĄC DECYZJĘ CZĘŚCIEJ.

Zaczynając od najprostszych rzeczy choćby od posiłku (lub podstaw sobie swoją), wybranie drogi na przechadzkę, wakacji, filmu na wieczór itp. Te małe rzeczy których nie doceniamy mają wpływ na podejmowanie co raz większych i bardziej odpowiedzialnych decyzji.  

Podjęcie prawdziwej a nie sztucznej decyzji oznacza poświęceniu się osiąganiu określonego celu oraz odcięcie się od wszelkich innych ewentualności.  

Ed Roberts zaproponował kiedyś proces decyzyjny na poszczególne kroki:

  1. Zadecyduj czego chcesz
  2. Przystąp do działania
  3. Obserwuj co się sprawdza a co nie
  4. Zmieniaj swoje zachowania dopóty, dopóki nie osiągniesz zamierzonego celu. 

Podjęcie decyzji o dążeniu do określonego celu pociąga za sobą serię wydarzeń. Jeśli zadecydujesz czego chcesz, zabierz się do realizacji, wyciągaj wnioski i zmieniaj sposoby działania i dzięki temu uzyskasz power do osiągnięcia tego czego postawiłeś-aś sobie za cel.

Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, które mogą być opłacalne dla nas lub nie. 

Jeżeli chcesz zostać gangsterem lub gangsterskom to wiesz, że musisz podjąć decyzję i konsekwentnie dążyć do założonego celu po mimo, że będzie ciężko. Jednym z etapu tego typu gry są wszelkie ataki emocjonalna na nas przez naszych bliskich, którzy albo nie rozumieją, lub nie chcą zrozumieć co robimy.

A tak serio nie chcą brać naszych obowiązków, które wykonywaliśmy do tej pory, z czego teraz musimy zrezygnować, więc nie będzie ugotowanych obiadków z dwóch dań, posprzątane na błysk, że perfekcyjna pani domu piała by z zachwytu w teście białej rękawiczki.

Bo teraz działania skierowane są na konkretne działanie które w przyszłości odniesie sukces, tylko że w teraźniejszości trzeba nad nim pracować.

Często jest tak, że tylko gadamy do siebie i innych, co bym, jakbym, tobym i dryfujemy po oceanie marzeń i założeń których nigdy nie spełnimy, ale nasz pasek emocjonalnego rambo szczura naładowaliśmy na maksa. 

To samo będzie z uśmieszkami naszych znajomych, szyderczymi komentarzami w serwisach społecznościowych, niezrozumieniem i zdenerwowaniem bo takowe będzie.

To są właśnie konsekwencje na drodze do sukcesu.

Tak jak Pablo Escobar czy inna postać książkowa wie doskonale, że to jest właśnie rodzaj gry, oni przystępując do niej wiedzą jakie jest ryzyko, że zapłacą najwyższą cenę za swoje działanie, że inni będą na nich polować, obrażać, oni to doskonale wiedzą.

Jak to powiedział jeden z bohaterów Ojca Chrzestnego

„To nic osobistego to tylko biznes”

I tak masz to traktować, o ile nikt nie będzie polował na Ciebie to z pewnością i tak użyjesz różnych stanów emocjonalnych, które po jakimś czasie staną się czymś normalnym bo się po prostu zahartujesz.

Jak zostać gangsterem…. własnego losu właśnie nie daj sobie wmówić że jest inaczej bo nie jest. Pewne wybory mogą być bardziej komfortowe, a pewne nie. Lecz wybór masz.
Jak to było powiedziane w filmie „Ojciec Chrzestny”, nawet jak ktoś przystawi Ci pistolet do głowy to masz wybór. Albo podpiszesz, albo nie.

SAMODZIELNE ĆWICZENIA HIT CZY KIT? 

Dołącz do mnie na Instagramie

Jak zostać gangsterem…. własnego losu

Jak zostać gangsterem…. własnego losu

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.